Wybrane artykuły

Zanurzyć się w ciszy

Modlitwa w katedrze Niepokalanego Poczęcia w Moskwie (fot. Anna Zueva)

Tekst z numeru 3/2026

Poranek wielkanocny to w wielu domach wspólne rodzinne śniadanie, w czasie którego spożywa się pokarmy poświęcone poprzedniego dnia. Zawsze jest jajko, często w formie udekorowanej pisanki, symbolizującej życie i odrodzenie. Zwykle pojawia się też pieczywo i słodycze w kształcie baranka jako symbol łagodności, ale przede wszystkim znak Jezusa, który jak Baranek Paschalny ofiarował za nas swoje życie.

 

Na stole stoi też chrzan jako znak przejścia przez gorycz cierpienia i zwycięstwa nad śmiercią. Obrus przystrojony jest zielonymi gałązkami lub rzeżuchą. To wszystko ma przypominać o nowym i pełnym dynamizmu życiu.

Duchowa wędrówka

Zanim jednak zasiądzie się do tego śniadania, wiele rodzin uczestniczy w bardzo wczesnej Mszy św. zwanej rezurekcją (z łac. resurrectio, tzn. zmartwychwstanie). Wyjątkowo ta Msza św. w poranek wielkanocny rozpoczyna się od procesji i gromkiego śpiewu przy dźwięku orkiestry „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana”. Jest w tej uroczystości radość i doniosłość, bo to najważniejsze wydarzenie dla chrześcijan, które daje sens naszemu istnieniu i ukierunkowuje nasze ziemskie wysiłki ku ostatecznemu dobru. Św. Paweł stanowczo przypomina o sednie naszej wiary: A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara (1 Kor 15,14).

Zatem, aby móc przeżywać z sensem Wielkanoc, trzeba się do niej przygotować. Kościół daje nam do tego szczególny czas 40 dni Wielkiego Postu, które są duchową wędrówką z narodem wybranym z niewoli do wolności. To jest właśnie exodus. I tak jak w tamtej zawiłej drodze, tak i w naszym przypadku osobista podróż nie może się obyć być wysiłku i wyrzeczeń. Modlitwa, post i jałmużna mają nam pomóc odkryć piękno człowieka i wielkość, do której przeznaczył nas Bóg. Możemy być do tego zdolni, mając ciągle przed oczyma cel, do którego zmierzamy, a jest nim nowe życie w Bogu.

Wielki Post jest bezsprzecznie zaproszeniem do wewnętrznej przemiany. Już sam początek tego czasu i znak posypania głów popiołem przypomina nam głębokie prawdy o człowieku. Życie ludzi na tej ziemi jest tylko tymczasowe. Chrześcijańska świadomość przemijania to nie lekceważenie tego życia, ale raczej troska o dobre wykorzystanie każdej chwili, która jest nam dana od Boga. Wcale nie chodzi więc o życie w pośpiechu ani tym bardziej beztroskie używanie życia. Ta troska o dobre przeżywanie codziennych obowiązków jest przede wszystkim mozolnym budowaniem głębokich relacji z Bogiem, z drugim człowiekiem oraz harmonii z samym sobą w czasie ziemskiej egzystencji, by w końcu cieszyć się pełnią komunii z Bogiem.

Rzym. Kościół świętych Wincentego i Anastazego (fot. Andrzej Danilewicz SVD)

Usłyszeć głos Boga

Od czego zacząć Wielki Post i przygotowanie do świąt Wielkiej Nocy? Chyba od najtrudniejszej rzeczy, bez której niemożliwy jest żaden postęp. To znaczy od ciszy. Tak, znaleźć ciszę dziś to prawie coś heroicznego. Zewsząd narzuca się hałas. Nie jest to tylko hałas zewnętrzny, ale brak wewnętrznego wyciszenia. Trudno chociażby przez chwilę pozostać z samym sobą, bez żadnych bodźców. Tymczasem człowiek potrzebuje ciszy; trzeba się więc na nią zdobyć, a nawet zmusić się do niej. Stąd konieczne jest odcięcie się od tego, co nie pozwala nam zamilknąć.

Jeśli to nie nastąpi, nie będziemy w stanie usłyszeć siebie i nie usłyszymy też głosu Boga, który zawsze jest bardzo dyskretny (por. 1 Krl 19,11-13; Ps 131). Wsłuchując się w głos Boga, możemy zrozumieć, o jaką przemianę chodziłoby w naszym osobistym życiu. Jeśli zaś zabraknie tego głębokiego wsłuchania się w słowa Boga, pozostaniemy na poziomie zewnętrznych aktów czy praktyk, które mogą być oczywiście wymagające, ale są jedynie ludzką inicjatywą, a nie rzeczywistym pragnieniem Boga dla nas.

Zrobić miejsce dla Prawdy

W procesie metanoi najpierw trzeba się wyzbyć subiektywnych idei, by zrobić miejsce dla prawdziwego Boga. Oznacza to stawanie się dziećmi w relacji z Bogiem (por. Mt 18,3-5). Zdarza się, że nasz sposób widzenia świata lub nawet nasze odniesienie do Boga nie jest żywą relacją, ale jakąś skorupą rutyn, przez którą nie może się już przedostać nic nowego. A to jest dość niebezpieczne i jest w tym coś z postawy faryzeuszy. Nie bez powodu Jezus, spoglądając na Jerozolimę, wzruszył się do łez: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami (Łk 19,41-42). Żywa wiara domaga się bycia gotowym na przyjęcie nowości.

Może to nieco zobrazować następujący przykład. Mówi się, że gdzieś w oceanie żyje pewien rodzaj kraba. Ten konkretny krab żyje w skorupie, ale nie w tej samej przez całe życie. W miarę, jak krab rośnie, musi zrzucić z siebie starą skorupę, z której wyrósł i czekać, aż utworzy się nowa; inaczej zginie. Zmiana skorupy nie jest łatwa, ponieważ krab staje się bardzo podatny na niebezpieczeństwa i zranienia, dopóki nie odrośnie na nim nowy pancerz. Jeśli jednak skorupa kraba staje się zbyt twarda, by się z niej wydostać, nie może już rosnąć i wtedy umiera.

Metanoia niesie w sobie wyzwanie spojrzenia na własne życie w nowym świetle, co może wymagać podjęcia drogi zmiany. Może to oznaczać uznanie własnych braków albo pójście pod prąd ogólnego trendu, w którym dominuje prawo silniejszego i za głupca uważa się kogoś, kto przebacza i daruje wrogowi. Czasami jesteśmy więźniami własnego wyobrażania Boga. Możemy być w tym całkowicie zastygli, a stąd niezdolni do zaakceptowania jakiejkolwiek nowości w naszym życiu. Taka stagnacja oznacza duchową bierność. Czy stać nas jeszcze na radykalną zmianę widzenia i rozumienia rzeczywistości?

Medjugorie (fot. Anna Zueva)

Potrzeba zmiany

Św. Franciszek z Asyżu rozpoczyna swój testament od opisu przemiany, jaka zaszła w jego podejściu do trędowatych. Jako młody człowiek patrzył na nich z odrazą i nie był w stanie do nich podejść bliżej. Gdy przeszedł wewnętrzną przemianę i zaczął żyć w bliskości z Chrystusem, wtedy mógł się zbliżyć też do zeszpeconych chorobą trędowatych i traktować ich z wielką troską.

W naszym życiu misyjnym od pierwszego zetknięcia się z innymi ludźmi musimy się mierzyć z potrzebą zmiany nastawienia. Nierzadko to pierwsze spotkanie z inną rzeczywistością budzi w nas negatywne odczucia – niechęć, niezrozumienie, politowanie czy pogardę. Szczerze opisuje to w swoich listach pierwszy misjonarz werbista, św. Józef Freinademetz. Na początku swojego życia w Hongkongu widział w Chińczykach nic innego jak tylko wcielenie samego diabła. Taki jest często początek spotkania z całkiem innym niż my człowiekiem, ale takim nie może być koniec. Bo i w nas na tej drodze w stronę Wielkanocy ma zajść radykalna zmiana patrzenia i rozumienia drugiego człowieka. Ta zmiana może zajść na różnych poziomach: od skłonności do udawania do wolności bycia sobą, od skoncentrowania się na sobie do otwarcia na wspólnotę, od wielkiego pragnienia posiadania do chęci życia pełnią człowieczeństwa, od własnego „ja” do zaakceptowania „ty”.

Z tym wiąże się oderwanie się od własnych grzechów, które tworzą skuteczną zaporę między nami a Bogiem, są murem oddzielającym nas od drugiego człowieka, ale też nie pozwalają nam żyć w harmonii z samym sobą. Stąd w przygotowaniu do Wielkanocy tak ważne jest dobre przeżycie sakramentu pojednania. Metanoia ma nas doprowadzić do wolności bycia sobą w prawdzie, co jest podstawą spotkania i radości z bycia z Bogiem oraz z drugim człowiekiem.

Kiedyś wydawało mi się, że możemy doświadczyć przemiany, gdy coś nas mocno poruszy. Wtedy w jednej chwili możemy się zdobyć na radykalne postanowienia. Czasami, patrząc na czyjeś nieszczęście, zaczynamy ronić łzy, bo i nas to mocno dotyka. Jednak to są tylko emocje, które dość szybko mijają. Mój współbrat, który wykładał filozofię w Tamale, o. Pat Moroney SVD wielokrotnie przypominał, że zmiana w ludzkim życiu może się zacząć jedynie od zmiany myślenia. Bo dopiero gdy sobie poukładamy pewne fundamentalne sprawy w naszym myśleniu, możemy podjąć decyzję, by pracować nad zmianą. A to już wymaga dłuższego wysiłku i cierpliwości. Jest tak dlatego, że w metanoi chodzi o pewną stałość; to nie jakaś powierzchowna kosmetyka, ale głęboka przemiana. To odwaga prorocka do bycia solą, która nadaje smak, konserwuje, ale też piecze i przemienia. Grecka metanoia nie sugeruje jedynie przemiany postawy moralnej, ale nową orientację, która determinuje nasze późniejsze postępowanie.

W stronę Kalwarii

W Wielkim Poście Jezus zmierza zdecydowanie w stronę Kalwarii. Rozważamy Jego ostatnie dni z apostołami. Jezus uczy ich, aby spojrzeli na swoje życie w całkiem nowy sposób. Apostołowie potrzebowali więcej czasu, aby zrozumieć i patrzeć na życie tak, jak ich Mistrz. Oni też będą zdolni do służby, a nawet ofiarowania życia (por. J 13). Jednak nie tak od razu. Metanoia to proces, który wpływa na całe życie człowieka; jest ona konieczna, jeśli człowiek ma być zbawiony.

Warto podjąć ten wysiłek; może on przynieść owoce w postaci dobrego życia. Jest to możliwe, bo nie robimy tego sami, ale towarzyszy nam łaska Boża. Wtedy nasze śniadanie wielkanocne nie będzie tylko wypełnieniem starodawnego zwyczaju, ale doświadczeniem prawdziwego życia, którego początkiem jest pusty grób. „Chrystus prawdziwie zmartwychwstał, alleluja”.

Autor:

Władysław Madziar SVD

Papua-Nowa Gwinea